close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej
  • AKTUALNOŚCI

  • 4 sierpnia 2015

    - Dzięki temu, że Polacy wybili zęby sowieckiemu niedźwiedziowi, inne narody też mogły wywalczyć sobie wolność – w 35. rocznicę powstania Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” mówi w rozmowie z Polska.pl Lech Wałęsa, były prezydent Polski, legendarny przywódca Solidarności i laureat Pokojowej Nagrody Nobla.

    Fot. Mariusz Kosiński/MSZ

     

    Magdalena Majewska, Polska.pl: Nagroda Solidarności im. Lecha Wałęsy wręczana jest ludziom realizującym ideę solidarności, dla których Pan jest natchnieniem i przykładem. Jakie znaczenie ma Nagroda Solidarności im. Lecha Wałęsy dla Żanny Niemcowej?

     

    Lech Wałęsa*: Solidarność polega na tym, że jak nie możesz czegoś podnieść sam, to musisz poprosić innych o pomoc, zorganizować się. Solidarności trzeba też umiejscawiać w czasie i przestrzeni. Dzisiaj są inne czasy niż 35 lat temu. Oczywiście istnieją też podobieństwa, bo organizujemy się, jednoczymy, tylko że ciężar mamy inny. Wtedy był nim komunizm i Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Dziś ciężary są inne w różnych miejscach. Nagroda Solidarności w swym przesłaniu jest w pewnym sensie podobna do mojego Nobla. Dziękujemy za piękną, klasyczną walkę pokojową, a jednocześnie zachęcamy do dalszej walki. Dziękujemy, że w Rosji opór jest, jest właściwy kierunek, który utrzymują działacze opozycyjni wobec władzy, ale też trudności są tak wielkie, dlatego zachęcamy ich, by trwali w swych działaniach.

     

    Dlaczego Polska ustanowiła taką nagrodę?

    Mamy swoje doświadczenia i swoje wyróżnienia. Nam pomagano w walce i my jesteśmy zobowiązani pomagać w walce, a na Rosji szczególnie nam zależy. Chcielibyśmy, żeby Rosja była razem z Europą, ze światem, bo to wielki kraj o wielkich możliwościach. Tylko taka Rosja, która ma podobne jak my zasady, stosuje rozwiązania w świecie sprawdzone, a nie ta sięgająca po rozwiązania siłowe nieprzystające do XXI wieku, nie czołgi i strzelanie. Nasza cywilizacja już takie metody odrzuciła.

     

    W 2015 roku przypada 35. rocznica powstania Solidarności. W czym tkwiła siła Solidarności?

    Próbowaliśmy zaraz po II wojnie światowej, kiedy nam narzucono system komunistyczny, podnieść nasz  ciężar. Na początku z bronią w ręku. Takim przykładem był Łupaszka [Zygmunt Edward Szendzielarz, ps. „Łupaszka”, major Wojska Polskiego i podziemnej Armii Krajowej, skazany i zabity w 1951 roku przez władze komunistycznej Polski.– przyp. red.]. Nie udało mu się. Potem mieliśmy wydarzenia 1956 roku, 1970, 1976, podczas których różne grupy - robotnicy, studenci - próbowały odzyskać wolność, ponosząc nawet ofiarę życia, ale i im też się nie udało. Metodą prób i błędów doszliśmy do pomysłu, że musimy wspólnie podnieść ten ciężar: młodzież, robotnicy, intelektualiści, po prostu wszyscy razem. Tylko że o tym też wiedziała władza komunistyczna. Ona z kolei rozbijała każdą próbę zorganizowania się, podniesienia tego ciężaru i pewnie długo byśmy się nie pozbierali.

    Ale mieliśmy to szczęście, że Polak Karol Wojtyła został papieżem. On, już jako Jan Paweł II, nas zorganizował, ale nie do walki, a do modlitwy. Zauważyliśmy wtedy, że nie prawdą jest to, co mówiła wcześniej władza: „Was nie ma, kogo Wy reprezentujecie? Co to za strajk?”. Wyśmiewano nas tak dalece, że zwątpiliśmy, uwierzyliśmy władzy, że nas nie ma, że działają tylko jednostki. Natomiast ojciec święty zorganizował nas do modlitwy. Zobaczyliśmy, że nas modlących się, wyznających te same wartości jest naprawdę wielu. Szczątkowe organizacje, które wtedy były, takie jak Wolne Związki Zawodowe czy Komitet Samoobrony Społecznej KOR i jeszcze inne, były w stanie te masy zorganizowane do modlitwy przejąć i poprowadzić do walki. Papież dał nam słowo, które my zamienialiśmy w ciało. Bez papieża byśmy długo się nie zebrali, nie policzyli, nie uwierzyli w siebie. Ja do tego czasu przez dwadzieścia lat werbowałem ludzi do walki. Udało mi się w tym czasie zebrać 10 osób. A po tym jak Polak został papieżem i przyjechał z pierwszą pielgrzymką do kraju w 1979 roku, przez rok zgromadziłem 10 milionów. Ani nie byłem mądrzejszy, ani nie miałem więcej pieniędzy, a ludzie przyszli, uwierzyli, dali się zorganizować i poprowadzić.

     

    Więcej na Polska.pl >>>

    http://polska.pl/poznaj-polske/historia-polski/jestesmy-zobowiazani-pomagac-w-walce/

     

     

     

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: